(Przedwojenny zeszyt w kratkę formatu A5. Na wyblakłej okładce napis „MIAMI 1984” i rysunek sportowego wozu na tle zachodzącego słońca i palm. Pierwsze strony pisane są starannym, technicznym pismem inżynierskim, lecz z każdą kolejną kartką litery stają się coraz większe, koślawe i głębiej wciśnięte w papier).
Strona tytułowa
DZIENNIK POLOWY // PROCEDURA B-5
OPERACJA: „ODZYSKAĆ ŁAŃCUCH”
Prowadzący: inż. Kurtz Vance (Grupa Badawczo-Bojowa Ω-3: Vance, Buller,
Kathmish, Prevost)
Początek prac: 2 IX
Cel nadrzędny: Zabezpieczenie węzła Projektu Koralowego (Sektor
Hydro-07) i synchronizacja z siecią miejską.
Dzień 1:
Wejście bez walki. Kanał drenażowy pod wieżami AquaCorp strzeżony przez ciecia opłacanego przez Hohenzollerna. Załatwione za litr warmarskiego samogonu. Przejście do kompleksu badawczego ukryte za śluzą ciśnieniową S-14 z czytnikiem biometrycznym Ów-Bio. Śluzę obeszliśmy szybem wentylacyjnym.
(Dopisek na marginesie: Co za dureń projektował to zabezpieczenie? Pancerna śluza i pół ściany z kartongipsu).
Dzień 2:
Potwierdzono stan infrastruktury: magistrala AquaCorp tłoczy wodę bezpośrednio do obiegów chłodniczych turbin w Elektrowni Vegas.
(Komentarz K.V.: To miejsce ma kolosalne znaczenie strategiczne. W warunkach burzy piaskowej Elektrownia nie ma prawa pracować bez tej wody. Odetnij wieże – Vegas zgaśnie w parę godzin).
Dzień 5:
Zidentyfikowano sterownik przepływu wody AQ-67 w sali pomp. Zdemontowaliśmy go jako zabezpieczenie. To fizyczny „Klucz-Matka” do magistrali. Bez niego nikt na powierzchni nie wymusi przepływu awaryjnego.
Dzień 12:
Węzeł Projektu Koralowego był odcięty od prądu. Ludzie Henry’ego podwędzili z podstacji Elektrowni przemysłowy transformator z bezpiecznikiem Zarządu. Prowizorka trzyma się na taśmie i grubych kablach, ale prąd poszedł. Neuro-kable na ścianach zaczęły lekko buczeć.
Dzień 21:
Aparatura nadawcza sprawna. Mamy jednak problem z autoryzacją – system żąda przedwojennego protokołu uwierzytelnienia z bazy Posterunku. Nadajnik stoi w trybie jałowym.
Dzień 24:
Henry przesłał pierwsze kody autoryzacyjne. Ponoć z przesłuchania jakiegoś fanatyka z pustyni. Diabli wiedzą, jak Henry je wyciągnął, ale system je łyknął. Prevost zgłosił się na ochotnika do wstępnej kalibracji. Sprzęgliśmy go z konsolą. Wstępne sukcesy – odbieramy mikrosygnały.
Dzień 31:
Henry przysłał nowe pakiety danych z dopiskiem: „PILNE. TESTOWAĆ NATYCHMIAST”.
Na kartce z rozkazem były tylko kody modulacyjne, bez wyjaśnień.
Prevost wpiął się w sieć. Modulacja uderzyła z taką mocą, że omal nie stopiła szyn zbiorczych. Prevost zemdlał, z nosa pociekła mu krew. Henry w raporcie zwrotnym zignorował moje ostrzeżenia. Żąda podkręcenia mocy.
Dzień 45:
(Pismo zaczyna być chwiejne, linie tekstu lekko opadają)
Łącznik z placówki radiowej donosi, że stacje nasłuchowe na północy wyłapują silną anomalię elektromagnetyczną w naszym sektorze. Henry twierdzi, że kody działają i mamy kontynuować nadawanie. Prevost cały czas nadawania powtarza pod nosem te same frazy: „Wzywany. Zbudowany. Wzywany. Nie Zrodzony. Wzywany”. Cały czas go pilnujemy. Coś tu jest cholernie nie tak.
Dzień 49:
(Litery są wielkie, nerwowe, kartka w kilku miejscach przebita stalówką)
BŁĄD KALIBRACJI. To nie jest zwykła antena radiowa z neuro-modułem!
Ten sygnał rezonuje bezpośrednio z układem nerwowym! Nie da się go uciszyć standardowymi metodami!
Kable na ścianach obrastają jakąś pieprzoną organiczną mazią. Kathmish zwariował. Rano rozbił hełm o beton, a potem powybijał sobie zęby kluczem francuskim, krzycząc, że musi wybić radio z głowy. Buller uciekł w stronę kanałów, strzelając na oślep.
Dzień 51:
Zrozumiałem. Przejrzałem stare pliki w terminalu laboratoryjnym. Dokumentacja często wspomina o zintegrowanym silosie w Bunkersille, ale bez konkretów.
Projekt Koralowy nigdy nie miał działać na ślepo. Do zamknięcia obwodu i zrównoważenia fali potrzebne jest coś co nazywają JEDNOSTKĄ BIERNĄ. Nośnik z kompatybilnym interfejsem Ów-Bio! Podejrzewam że to moduł buforujący z rdzeniem syntetycznym – przedwojenny neuro-procesor. Bez niego generator wpada w rezonans i smaży tkankę nerwową każdego w zasięgu fali! Gniazdo bufora w sali pomp jest puste – ktoś wywiózł rdzeń, prawdopodobnie jeszcze przed upadkiem świata. Bez niego generator wpada w pętlę sprzężenia zwrotnego i smaży mózg każdemu w promieniu kilometra!
Henry od początku o tym wiedział. Posłał nas tu jak mięso armatnie, żebyśmy rozłożyli kable i podpięli zasilanie, a sam czekał w mieście, aż dorwie w swoje łapy ostatnie potrzebne klocki!
Dzień 52:
(brak daty, tylko nagryzmolone słowa, plamy zaschniętej krwi)
TO KONIEC. Emisja była za silna. Nadawaliśmy jak latarnia na pustyni.
Wdarły się przez drenaż od północy. Maszyny Molocha. Pająkowate zwiadowce. Nie strzelają, one… wpięły się prosto w rezonator w sali pomp, chleją ten sygnał, jakby to było paliwo.
Zaryglowałem śluzę laboratoryjną. Na korytarzu słyszę kroki metalowych odnóży i krzyki Prevosta. Zostawiam dysk w konsoli. Jeśli ktoś to czyta: